Jesienne wojaże

Z wędką w dłoni przebiegam cały rok, zmieniają się tylko rodzaje wędzisk i ubiór. Jednak właśnie na jesień oczekuję z utęsknieniem. Jest to czas najlepszych brań ryb praktycznie każdego gatunku. A i w końcu da się odetchnąć… Tegoroczne lato nie dało nam tej szansy. Oby jesień trwała tak długo jak w roku poprzednim, choć trochę kosztem zimy i podlodowych połowów. Nie ma jednak co narzekać, bo wędkując z brzegu to właśnie jesienią mamy największe pole do popisu. I to tak duże, że często brakuje nam czasu aby wszystkiego spróbować. 

Clipboard02ugyug

Pierwsze ochłodzenie jest dla mnie znakiem aby zapolować na bolenia. Ten drapieżny białoryb łowię na smukłe i nieduże woblerki, których praca jest bardzo drobna, wręcz chciałoby się rzec – znikoma. Łowię na „upatrzonego”. Co to oznacza? To, że rzucam tam gdzie bolki zaznaczają swoją obecność. A robią to bardzo niedyskretnie. Ich żerowanie jest specyficzne i bardzo spektakularne. Uderzając w ławice uklei tworzą ogrom hałasu w rozbryzgach małych bezbronnych rybek –uklejowe fontanny. Potrafią przypuścić atak tuż pod nogami wędkarza nic sobie nie robiąc z jego wysiłków. Po wyskoku pazernie pożerają ogłuszoną zdobycz. Gdy boleń upatrzy sobie naszą przynętę to na pewno nie przegapimy ataku. Tępe uderzenie, jakby zaczep na kołku, wygięcie kija i powolny odjazd nie dadzą szans słabemu sprzętowi, ani uchwytowi. Także wędzisko trzymamy mocno, a skuszenie bolenia do brania to już ¾ sukcesu. Po boleniu zostaje jeszcze trochę czasu do grubych i leniwych szczupaków łowionych z opadu – na nie ruszam kiedy nadejdą mroźne noce. Tymczasem zostaje chwila na grubą płoć i jeszcze grubszego leszcza. Nie chciałabym tego przegapić znajdując się w spinningowym szale. Te ryby mają w sobie coś takiego, że nie sposób mi się z nimi rozstać. Duża jesienna płoć potrafi nieźle dać w kość. Na delikatnym feederku to czysta poezja. A i ilość brań zadowalająca.

Clipboard02ggg

Pamiętajmy jednak żeby nie za każdym razem wykorzystywać limit. Zapychanie zamrażarki rybim mięsem to już nie sport a zawód, czy potocznie i brzydko mówiąc – mięsiarstwo. Skończyły się czasy kiedy mężczyzna musiał upolować zdobycz na kolację. Teraz każdy z nas zarabia aby móc kupić to czego potrzebuje. Nie mówię, że nie można zjeść złowionej przez siebie rybki, bo to na pewno wielu przyniesie dużo przyjemności ale umiar przede wszystkim. Jeżeli zaś chcemy pochwalić się swoim okazem możemy zrobić mu zdjęcie i bezpiecznie wypuścić do wody. Ryby słodkowodne wbrew pozorom nie mają tylu wartości odżywczych co morskie, które z kolei nie są takie drogie. Dlatego wędkarstwo niech będzie dla nas formą spędzania czasu, naszym hobby, a nie tanim sposobem zdobywania mięsa. A wiadomo, że hobby samo z siebie musi kosztować i się nie zwraca – bynajmniej nie finansowo.

Magdalena Szpula Szypulska

Clipboard02 fff